***
Obudził mnie głośny trzask drzwiami, ktoś schodził po schodach. Potrząsnąłem lekko ramieniem Taigi, ta nie podnosząc głowy spojrzała na mnie. Wskazałem na kogoś, kto schodził do nas, odwróciła wzrok w tamtą stronę. Był to Maks.
- Ogłoszenia parafialne. - powiedział o mało nie wybuchając śmiechem ze swojego słowa, żałosne. - Od dziś, każdego wieczoru zamiast dwóch ofiar, na górę będą wyprowadzani wszyscy. Tam będziemy wybierać szczęśliwców, a abyście bardziej się bali wszyscy będą oglądać ich śmierć. Niedługo dołączą nowi koledzy i koleżanki. - powiedział i wyszedł.
- To szansa. - szepnęła.
- Być może. - mój lewy kącik ust delikatnie drgnął w uśmiechu.
***
Niestety, nasza nadzieja poszła się jebać. Zakuli nas - w parach - w nadzwyczaj krótkie kajdanki.
Poszliśmy do góry, stanęliśmy na jakiejś scenie czy czymś. Dookoła było kilku ludzi w maskach, przed nami stał facet również w masce, ubrany w strój śmierci. Aby jakoś normalnie stać, musieliśmy stać z Taigą naprzeciw siebie. Wybrano dwóch facetów. [...] Dzisiejsza śmierć była nadzwyczaj brutalna. Rozcinanie skóry nożem a gdy wystarczająco się wymęczył, wbijano mu go w serce. Kiedy rozciął mu brzuch, a krew rozprysła się dookoła odwróciłem wzrok.
Taiga?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz