sobota, 22 października 2016

Od Taigi CD Alex'a

Opadłam na miękkie krzesło, po czym włożyłam papiery do szuflady. Przez okno mojego gabinetu mogłam zobaczyć, jak duży, srebrny samochód moich klientów odjeżdża z parkingu. Poprawiłam grzywkę, a następnie wyjęłam telefon. Była równo czternasta. Musiałam jeszcze zrobić zakupy i zajechać do koleżanki. Wstałam i podeszłam do znajdującej się w rogu pokoju szafy. Wyjęłam z niej ubrania, po czym przebrałam się. Mój strój w pracy nie był taki zły. Sięgająca prawie do kolan spódniczka i wpuszczona w nią biała koszula prezentowały się nawet nieźle, ale jak dla mnie były zbyt... oficjalne? Założyłam czarne rurki z dziurami i wysokim stanem oraz białą koszulkę na ramiączka, odkrywającą brzuch. Na to zarzuciłam czarną skórzaną kurtkę. Zabrałam telefon z biurka i wyszłam na wąski, ciągnący się parę metrów korytarz. Mój gabinet mieścił się na trzecim piętrze wieżowca. W całym budynku byłam jedną, z najmłodszych pracowniczek, więc nieraz spotykałam się z niemiłymi uwagami innych ludzi. Szczególnie się tym nie przejmowałam, w końcu miałam też przyjaciół. Ruszyłam w stronę schodów, na których końcu prawię się potknęłam, ale zdążyłam odzyskać równowagę. Dopiero wtedy przypomniało mi się, że nie zmieniłam butów. Miałam na sobie czarne baleriny, za którymi średnio przepadałam. Westchnęłam cicho, po czym wróciłam się po adidasy. Byłam zadowolona, gdy w końcu wyszłam z budynku. Pogoda była ładna, a promienie słońca padały mi prosto na twarz. Zasłoniłam je ręką, a następnie skręciłam w prawo. Na samym początku, postanowiłam zajść do sklepu. Znajdował się on nie daleko wieżowca, a do tego był po drodze do mojego domu. Weszłam do środka uważając, żeby na nikogo nie wpaść. Kupiłam dość sporo rzeczy, a w tym produkty na obiad, czyli spaghetti. Stanęłam w kolejce do kasy. Byłam już nie daleko, gdy nagle dwaj mężczyźni zaczęli się kłócić. Blondyn popchnął bruneta prosto na mnie. Wpadłam na stojak z bransoletkami i innymi duperelami, po czym razem z nim upadłam na podłogę. Minęło parę sekund zanim zdałam sobie sprawę co się stało. Otworzyłam oczy, a następnie usiadłam. Trochę kręciło mi się w głowie, jednak nie to przykuło moją uwagę. Czułam ciepłą ciecz spływającą mi po policzku. Nagle ktoś mną potrząsnął. Był to brunet, ten sam, który na mnie wpadł.

-Nic ci nie jest?-odezwał się męski głos.

-Emmm... chyba nic-mruknęłam cicho.

-Pomogę ci wstać-odparł nieznajomy.

Złapałam jego rękę, a następnie wstałam. Zamrugałam parę razy, poczułam jak nogi się pode mną uginają, prawdopodobnie upadłabym, gdyby nie mężczyzna, który dalej mnie trzymał. Słyszałam szepty innych ludzi, jednak dochodziły one z innego pomieszczenia. Po chwili poczułam lekki powiew wiatru, co oznaczało, że wyszliśmy na dwór. Przeszliśmy parę, albo parędziesiąt metrów, aż zatrzymaliśmy się przed jakimś samochodem. Brunet wepchnął mnie do środka, po czym związał.

-Co ty r-robisz-wydusiłam.

-Porywam cię-odpowiedział, a ostatnie co ujrzałam był jego arogancki uśmiech.

--------------------

Otworzyłam powoli oczy, po czym zamrugałam parę razy. Moim oczom ukazał się biały, a raczej szary sufit. Poruszyłam się lekko, spowodowało to niewielkie ugięcie się materiału i ciche trzeszczenie. Podniosłam się, co przyszło mi z trudem. Oparłam się na rękach i rozejrzałam. W pomieszczeniu było dość ciemno, okna były zasłonięte, a światło zgaszone. Przetarłam oczy, a następnie zarzuciłam nogi za łóżko. Prawie walnęłam się o stolik, który stał obok. Na przeciwko mnie mieściło się biurko z krzesłem. Po jego prawej stronie, w kącie stała wielka szafa, a nieopodal znajdowały się drzwi. Oprócz tego w pokoju znajdowała się jeszcze komoda i półka. Miedzy nimi było kolejne przejście. Wstałam jak najciszej, a podłoga lekko zaskrzypiała. Ruszyłam w stronę pierwszych drzwi, złapałam za klamkę i spróbowałam otworzyć. Były zamknięte. Westchnęłam i wolnym krokiem ruszyłam do drugiego wyjścia. Okazało się, że jest to przejście do łazienki. Stałam tak zastanawiając się co zrobić, aż w końcu podeszłam do szafy. Znajdowała się tam biała bielizna wraz z czarną, rozkloszowaną spódniczką i białą koszulką na ramiączka, wszystko wisiało na wieszaku. Na dnie leżały czarne baleriny z białą podeszwą. Zabrałam wszystkie ubrania, a następnie wróciłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, po czym założyłam czysty strój. Zajrzałam do szafki przy umywalce, jednak niczego tam nie było. Zaklęłam pod nosem, a następnie wyszłam z pomieszczenia. Przeszukałam wszystko, ale każda szafka świeciła pustkami. Ponownie podeszłam do drzwi wyjściowych i zaczęłam za nie szarpać. Nagle przypomniało mi się, że w spodniach trzymam wsuwki. Szybko złapałam za ułożone na komodzie rurki i wyciągnęłam spinkę, którą następnie włożyłam do dziurki na klucz. Minęła niecała minuta, zanim w końcu mi się udało. Przycisnęłam klamkę, a drzwi otworzyły się trzeszcząc lekko. Na palcach wyszłam z pokoju i ruszyłam niedługim korytarzem w stronę drzwi. W pewnym momencie zatrzymałam się, widząc, że wejście do jednego z pomieszczeń jest otwarte. Podeszłam do ściany i wychyliłam głowę. Na fotelu i kanapie spało dwóch chłopaków. Jak najciszej przemknęłam się obok przejścia, aż doszłam do drzwi wyjściowych. Wzięłam oddech i już miałam złapać za klamkę, gdy nagle ktoś mnie uprzedził. Po drugiej stronie ujrzałam wysokiego, umięśnionego mężczyznę, który patrzył na mnie zdziwiony. Po chwili na jego twarzy pojawiła się złość. Złapał mnie za włosy, a ja pisnęłam. Pociągnął mnie do pokoju, gdzie znajdowali się pozostali faceci.

-Ej!!-krzyknął.

Jeden z nich aż drgnął, słysząc wrzask. Obaj otworzyli oczy i spojrzeli na nas.

-Co wy wyprawiacie! Ta mała dziwka prawie wyszła!

-To nie moja wina! To James miał jej pilnować, a mi pozwolił iść spać-burknął chłopak śpiący na fotelu.

-Ta! Jasne! To jego wina, to Maks miał jej pilnować-bronił się drugi.

-Kurwa, jeszcze raz zobaczę, że sobie śpicie to wywalę was na zbity pysk! A teraz kurwa chodźcie, bo szef czeka!-krzyknął ten, który mnie trzymał, po czym zwrócił się do mnie-a ty jeszcze raz spróbujesz uciec, to rozwalę ci tą piękną mordkę na kwaśne jabłko. Zrozumiałaś?-nachylił się nade mną.

Przytaknęłam lekko głową i pisnęłam, gdy mocniej pociągnął mnie za włosy. Mężczyzna wyprostował się, a następnie ruszył w stronę wyjścia dalej mnie nie puszczając. Musiałam dotrzymywać mu kroku inaczej moje włosy znowu by ucierpiały. Wyszliśmy na zewnątrz. Drewniana chata, w której miałam przyjemność spać znajdowała się w lesie... Nawet jakbym uciekła miałabym małe szanse, aby się stąd wydostać. Skierowaliśmy się w stronę samochodu, ale zanim zostałam do niego wepchnięta, przyłożono mi jakąś szmatę do usta. Mrugnęłam, a gdy ponownie otworzyłam oczy, byłam już w pojeździe. Umięśniony mężczyzna zasiadł za kierownicą, a obok niego, na miejscu pasażera znalazł się Maks. Obok mnie znajdował się James, który co jakiś czas zerkał na mnie ukradkiem. Próbowałam zapiąć pasy, ale nie szło mi to dość dobrze. Kręciło mi się w głowie, widziałam mroczki przed oczami.

Co oni mi kurwa dali?

Zamrugałam powoli. Czułam, że zaraz zasnę. Moje powieki zrobiły się ciężkie, nie byłam w stanie ich utrzymać. Zamknęłam oczy i odpłynęłam.

--------------------

Poczułam, że ktoś mnie szarpie. Spojrzałam na umięśnionego mężczyznę. Strasznie bolała mnie głowa i ledwo co kontaktowałam. Złapano mnie za ramię i pociągnięto... gdzieś. Z każdą chwilą bardziej rozumiałam co tu się stało.

Haha, rozumiałam?

Nic nie rozumiałam, kurwa!

Rozejrzałam się, było ciemno jak w dupie. Wystawiłam rękę w bok i poczułam zimną ścianę. Nagle usłyszałam otwieranie drzwi. Zdążyłam spojrzeć przed siebie, a ktoś popchnął mnie za schody. Sturlałam się z nich i wylądowałam na ziemi. Cicho jęknęłam i zapłakałam, co brzmiało dziwnie w połączeniu. Wiedziałam, że będę miała obite żebra i siniaku na nogach oraz rękach, jednak bardziej martwiło mnie to, gdzie jestem. Nie czułam się aż tak źle. Kiedyś ćpałam, teraz też czasem mi się zdarzało. Odgarnęłam mokre włosy i zaczęłam podchodzić na innych. Byli zupełnie naćpani. Chciało mi się śmiać na ich widok, ale się powstrzymałam.Gdy podeszłam do jednaj dziewczyny, ta zaczęła coś krzyczeć w innym języku, więc szybko od niej odskoczyłam. Łzy spływały po moich policzkach, ale nie mogłam ich powstrzymać.
-Są odurzeni, nie pogadasz z nimi-usłyszałam zachrypnięty głos.

Amerykę odkryłeś

Spojrzałam na siedzącego chłopaka, powoli, trzymając się za bolące ramię podeszłam do niego i opadłam przede nim na kolana.
-Gdzie ja jestem?-spytałam łkając.
Za nic nie mogłam powstrzymać płaczu. Nie czułam się tak źle, przyzwyczaiłam się do takiego stanu, ale mimo to wciąż płakałam.
-Sam nie wiem. W piwnicy, tego jestem pewien-stwierdził nieznajomy.

Kurwa, jakbym tego nie zauważyła!

-Po co? Dlaczego?-pytałam.
-Dwaj chorzy psychicznie ludzie, wymyślili sobie, że będą robić zakłady. Rosyjska ruletka, ten kogo obstawią, że przeżyje wygrywają. Co wieczór ginie jedna osoba. W między czasie wstrzykują ci jakiś narkotyk, żebyś się za bardzo nie szarpała-język mu się plątał ale wyjaśnił mi o co tu chodzi.

Cóż, jestem zwierzęciem, warto wiedzieć!

Zaczęłam głośniej płakać. Nie potrafiłam się powstrzymać, narkotyk działał na mnie w taki, a nie inny sposób i musiałam po prostu przeczekać. Chłopak westchnął i zrobił mi miejsce obok siebie.
-Nie płacz-powiedział przyciągając mnie do siebie.
Usiadłam koło niego i starała się uspokoić. Powoli mi się udawało. Nie lubiłam płakać, było to męczące i irytujące.
-Jestem Alex- przedstawiłem się.
-Taiga-mruknęłam.
Udało mi się przestać płakać, więc wstałam na równe nogi. Na początku zakręciło mi się lekko w głowie, ale po chwili czułam się normalnie.
-Uważaj, bo się przewrócisz-oznajmił chłopak.
-Spokojnie, dam sobie radę-bąknęłam.
Ruszyłam wolnym krokiem w stronę schodów. Weszłam po nich i zaczęłam stukać w drzwi. Próbowałam je otworzyć, nawet posłużyłam się wsuwką, ale nawet nie drgnęły. Westchnęłam cicho i wróciłam na dół. Spojrzałam na Alex'a, który chodź też był naćpany, dawał jakoś radę. Rozejrzałam się i zaczęłam się śmiać. Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony.
-Przepraszam-powiedziałam uśmiechnięta-ale oni komicznie wyglądają, w ogóle nie kontaktują.
Przypomniały mi się moje początku, przez co zachichotałam. Ponownie usiadłam obok Alex'a.
-Widać ponudzimy się tu trochę-mruknęłam-walczyłeś kiedyś?

Alex?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy