Rozejrzałem się po pomieszczeniu, a dokładniej po suficie. Nagle wpadł mi do głowy pewien pomysł.
- Że ja wcześniej o tym nie pomyślałem... debil normalnie.
Wstałem, krzesło ustawiając co kawałek dalej, dokładnie badając każdy fragment sufitu. Nagle pod wpływem pchnięcia, kawałek ściany zaczął się kruszyć.
- Wiedziałem. - uśmiechnąłem się pod nosem.
- Co ty robisz? - Spytała zdziwiona.
- W czasach wojny, były takie pomieszczenia. Wentylacja stara, wejście dobrze schowane żeby uwięzieni żołnierze nie uciekali. Ten budynek jest za czasów wojny, więc rury są odpowiednio duże aby nas pomieścić. Zawsze prowadzą one na zewnątrz. Miałem to na szkoleniach. - wyjaśniłem, kończąc skrobnać sufit.
Po chwili naszym oczy ukazała się klapa, przez którą mogliśmy tam wejść.
- To nasza szansa, podsadze cię. - powiedziałem wyciągając w jej stronę rękę.
Tai?
To już niech uciekają xd
Ps: kiedy się pocałuja? :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz