W kartonie są trzy pudełeczka, jedna dla ciebie, drugi dla mojej byłej żony a trzeci dla syna. Oznaczone są imionami, otwórz swój, tam jest dalsza część listu do ciebie a w innych dla innych.
Znalazłem swój kartonik, otworzyłem go i wyciągnąłem kolejny list.
Jeśli to czytasz, znaczy że znalazłeś swój kartonik, brawo. Znajdują się tam klucze do mojego mieszkania, chciałbym abyś zaopiekował się Dexem. Bartuś ma alergię na sierść i nie mógłby zostać jego opiekunem, a nie chcę aby trafił do schroniska...
*Dalszą część listu pomijam bo nie mam pomysłu xd*
Pojechaliśmy pierw do domu jego byłej żony, tak, jak prosił. Zapukałem do drzwi.
- Alex? Jeśli znowu zamierzasz go tłumaczyć wiedz, że nie mam ochoty tego słuchać. - chciała zamknąć drzwi jednak przeszkodziłem jej w tym, przytrzymując je ręką.
- On nie żyje. - powiedziałem, dzięki czemu otworzyła drzwi szerzej. - Dzisiaj był pogrzeb, miał nadzieję, że będziesz. - ta zakryła usta dłonią i zaczęła płakać. - Chciał, abym ci to dał. - przekazałem jej pudełeczko z jej imieniem. Przybiegł Bartek.

- Hej młody, ale urosłeś. - uśmiechnąłem się lekko i kucnąłem przy nim.
- Jest z tobą tata? Mówił że wróci...
- Tata cię bardzo kocha, prosił mnie, abym ci to powiedział. Chciał też abyś był kimkolwiek zechcesz, byle byś nie poszedł do wojska. Nic dobrego z tego nie ma. A kim chciałbyś być? - spytałem podając mu pudełko.
- Superbohaterem. - uśmiechnął się. - A gdzie jest tata?
- Mama ci wyjaśni... - powiedziałem czując, że nie umiem mu tego wyznać. - W środku masz klucze do jego mieszkania. - zwróciłem się do jego mamy. - I on cię nigdy nie zdradził, widz o tym. - dodałem nim odeszliśmy.
***
Pojechaliśmy do jego mieszkania, skąd mieliśmy zabrać Dexa.
Taiga wolała zaczekać na zewnątrz, więc poszedłem sam.
- Hej stary. - pogłaskałem niemożliwie cieszącego się psa. - Chodź, zabiorę cię do mnie, nie zostawię cie. - uśmiechnąłem się pod nosem.
Założyłem mu obrożę a do tego zapiąłem smycz.
Wziąłem też karton, w którym były wszystkie jego rzeczy. Wyglądało to tak, jakby wiedział że nie wróci... wziąłem też nasze zdjęcie, jak stoimy przy czołgu, był również w kartonie. Wróciliśmy do Taigi.
- Taiga, Dexter, Dex, Taiga, poznajcie się. - uśmiechnąłem się delikatnie.
Taiga?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz