Kiedy Taiga wyszła, poszliśmy odwiesić sukienki.
- To co, niebieska? - uśmiechnąłem się.
- Tak. - odwzajemniłem gest.
Poszliśmy do kasy, kobieta z uśmiechem zapakowała nam ją w ładną, papierową torbę. Zapłaciłem i wziąłem ją od niej, wyszliśmy ze sklepu.
- To do domu?
- Nie, teraz idziemy kupić coś dla ciebie.
- Co? - spytałem na nią lekko zdziwiony.
- Chodź, chodź. - złapała mnie za rękę.
- Z góry mówię że nie założę żadnego garnituru. - mruknąłem.
Tai?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz